Iza Dajwłowska
       
Iza Dajwłowska



Marketing w wyszukiwarkach

Jej pierwszy klient

Iza nigdy nie zarzuciła fotografowania. Zdarzyło się więc, że pewnego popołudnia robiła zdjęcia dziewczynom ze Szkoły Wdzięku. A że przypadki chodzą po ludziach, to i tu znowu o jej losie zadecydował przypadek. Właściciel szkoły miał jednocześnie Salon Wróżb na Placu Zamkowym. Izie przyglądał się wnikliwie już od jakiegoś czasu. Aż tego właśnie popołudnia zapytał ją, czy ma karty. Owszem, miała - wycięte z "Bravo", tygodnika dla dziewcząt. Znała już wtedy symbole kart, ale jeszcze nie wróżyła. Mimo to doprowadził do spotkania Izy z prawdziwą wróżką, a ta zrobiła jej egzamin: zachowywała się jak najgorszy klient, czyli kompletnie nic nie mówiła. Izie pomogła wtedy chirologia. Zaraz potem egzaminatorka, bez słowa, wyszła. Zostawiła Izę zdezorientowaną i złą. I kiedy Iza powoli zbierała karty, solennie sobie przyrzekając, że nic, tylko pójdzie na kurs sekretarek, do pokoiku wszedł... jej pierwszy klient.
Stanęli przed sobą: dwudziestoczterolatka i całkiem nie znany jej człowiek.
- No, co? - odezwał się zaczepnie.
- Co?
- No, chyba do wróżki przyszedłem.
Do Izy dopiero wtedy dotarło, że mężczyzna oczekiwał, iż ona mu powróży. Nie miała wyjścia, musiała.
Czytała bardziej z rąk niż z kart. I tak została wróżką. Ten klient wielokrotnie potem do niej przychodził. Innych klientów z dnia na dzień robiło się więcej i więcej - docenili jej talent. A okropna egzaminatorka, Renata Szkodzińska, która przekonała się o tym pierwsza i bez skrupułów podesłała jej mężczyznę, co po wróżbę przyszedł, została najlepszą przyjaciółką Izy.
źródło: www.gwiazdy.com.pl/5_99/18.htm